RSS
piątek, 26 kwietnia 2013
Jest piątek, parę minut po 17.00. Niektórzy wybiegają z pracy w pogoni za weekendem. Ja czekam, aż mi tester potestuje wydanie, które od paru godzin czeka na przekazanie klientowi. Właściwie to od paru dni. Nie mają czasu ładować taczek. 
Ja chwilowo jestem w komfortowej sytuacji, mogę stanąć z boku i popatrzeć. Nie zawsze tak jest. 
Mamy tu króla kiepskiego planowania, nie pod możliwości, tylko pod wymagania klienta. Katastrofa goni katastrofę, a ja staram się nie przejmować i ogarniać wyłącznie własne podwórko. Stawiam się i nie mam ochoty się podporządkować. Pokazuję rzeczywistość, to ona zawsze nas dogoni. Czasem jest ciężko, tak po prostu, po ludzku, nie znoszę działań nielogicznych, prób podporządkowania i starć. Lubię pracować.

Długi weekend przed nami. Właśnie. Szykuje się poniekąd powtórka z zeszłego roku. Ojciec źle, głównie oddechowo,  skierowanie do szpitala mamy w ręku, tyle że chcemy mieć możliwość pójścia do takiego, gdzie rzeczywiście pomogą, nie do któregokolwiek. Dlatego badania prywatnie, wizyty prywatnie. W poniedziałek Anin. Też za pieniądze i po prośbie. Jeśli da się, chcę żeby tam poszedł po majówce. Zacisnęłam zęby i walczymy, choć zaliczyłam też atak paniki. Na szczęście ze świadków jest tylko Leon.
Jeśli się da, to ucieknę na kilka dni do Sopotu- bardzo potrzebuję czegoś kojącego, podróży, zapachu morza i tego, że coś się dzieje wyłącznie dla mnie. Bilet kupiłam, ale wiadomo.
Gwiazdę wyekspediowałam do wód, czyli na wieś, skąd potem udaje się ze swoją ekipą nad morze. Ma piękne nowe kiecki i polary, bo jak wiadomo, nad morzem pogoda zmienną jest.
I zupełnie nie mam czasu martwić się o własne kiepskie wyniki, trochę nie starcza mi czasu, żeby prowadzać po lekarzach jeszcze siebie. Za jakiś czas. Jak już sama przestanę się bać i pogodzę się z faktem, że akurat ja w trudnych momentach jestem ze sobą sama. No, chyba, że z Leonem. 

A, mam zupełnie nowego lapka. z Windows 8. Hm, jakby to powiedzieć, to nie jest soft moich marzeń?#mać.

17:29, margot1976
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 lutego 2013

Gwiazda poleciała na Wyspy. Kiedy odprowadziłam ją na Okęcie i patrzyłam, jak znika w drodze do odprawy celnej, serce mi się ścisnęło. Ta śliczna młoda odważna kobieta, z otwartą głową, ciekawa świata, znika mi w nim. A ja już tęsknię, bo czuję, że za chwilę przyjdzie dzień, kiedy zniknie mi na dłużej, niż tydzień. I nic na to nie poradzę. Cholera, bycie matką nastolatki to często bardzo gorzkie zajęcie.  Do dorosłości dzieci też trzeba dorosnąć.

 

Od paru tygodni pracuję w centrum, tuż przy Placu Unii. W prawdziwej Warszawie. Tak nazywam te miejsca, w których z zachwytem bywam teraz. Plac Zbawiciela, Marszałkowska,  Litewska, Szucha. To jest prawdziwa Warszawa, nic nie poradzę, wracając na moje Bemowo czuję się jak parias.  I zazdroszczę tym, którzy mieszkają tam, gdzie ja bywam, zazdroszczę jak diabli. Także tym z Mariensztatu, Nowego Miasta, Starówki. Nie obchodzą mnie rozkopane ulice, nie obchodzi tramwaj za oknem, mało parków i brak placu zabaw. Są Łazienki, jest Saski, to jest moje miejsce. Tu to cholerne miasto ma swoje tętno, tu ma swój urok, tu naprawdę jest sobą. Nie na wypicowanych lub nie osiedlach gdzieś tam. Tarchomin, Białołęka- co to ma wspólnego z Warszawą?  I gdybym kiedyś miała kupić sobie swoje mieszkanie, to będzie ono właśnie w prawdziwej Warszawie. 

 Ogólnie, jestem w amoku. Zdarza mi się pracować 12 h na dobę, nie wiem, jaki dzień tygodnia, często nie wiem, która godzina, umyka mi pół dnia i większość posiłków. Za to zdarza mi się pić dobrą kawę z ciśnieniowego ekspresu. I naprawdę dużo uczę się o dekoderach do odbioru telewizji. Holenderskich akurat, ale to bez znaczenia. W Hadze też leci "Moda na sukces". I słucham muzyki, żeby nie oszaleć. 

Któregoś dnia, kiedy miałam wybitnie dosyć wszystkich i wszystkiego, a najbardziej ludzi, którzy wymagania specyfikują jako "tak samo, tylko inaczej, odkryłam, że codziennie przejeżdżam koło Hali Mirowskiej. A tam przecież sprzedają kwiaty! i tak oto wizja kolorowego bukietu tulipanów uratowała mnie od szaleństwa, prosta ze mnie dziewczyna, co?


20:21, margot1976
Link Komentarze (6) »
piątek, 18 stycznia 2013
Wczoraj późnym wieczorem zrozumiałam, dlaczego spokojna księgowa, matka trojga dzieci, posiadaczka psa i kredytu na 30 lat, pewnego dnia zamienia się w maszynę do zabijania. Wstaje oto rano, bierze co pod ręką, zdejmuje szlafrok i idzie mordować. Co prawda, najczęściej dzieje się tak w miłującej pokój i broń Ameryce, u nas do wyboru ma owa księgowa nóż z ząbkami, rurę od odkurzacza i suszarkę. Tym niemniej, dotarł do mnie sens. Sama się tak poczułam i gdybym przypadkiem napotkała bandytę w ciemnej ulicy, to dziś byłoby o nas w Wiadomościach. Myślę, że użyłabym noża do chleba, z ząbkami i na końcu wytarła go starannie. W jego szalik.

Ależ mnie ludzie wkurwiają, to jest nie do pojęcia. 

Nie, że wczoraj akurat ludzkość zdebilała doszczętnie i postanowiła mi to udowodnić. Po prostu od jakiegoś czasu zbiera się i zbiera, ja jestem kwiatem lotosu, zamiast wystawić zęby jadowe i pokąsać. No i po iluś takich akcjach po prostu ucho się urywa. I kropla przepełnia czarę. 
Nie jest też tak, że tzw ludzkość nagle zmądrzała i też przyszła mi to pokazać, a ja mogę uśmiechnąć się błogo i na sam widok i dźwięk błogość mi się rozlewa po ciele, nienienie. Ludzkość się nie zmienia, niestety. Po prostu mnie się granice poobniżały.

I to o dziwo, wcale nie chodzi tylko o dokonania moich kolegów z pracy, klientów, choć przyznaję, ta grupa stara się najwięcej. Nevermind, jeśli zobaczycie mnie na mieście z nożem, to nie podchodźcie, bo raczej nie będę wracała z ostrzenia.

Z okazji urodzin, co to onegdaj, życzę sobie więcej przyjemności. W postaci wieczorów z przyjaciółmi, miłych rozmów o niczym, kina, teatru, spania do południa, przytulania Leona i morza świętego spokoju. Nie wiem, czy się uda, ale będę próbować.

16:10, margot1976
Link Komentarze (1) »
środa, 09 stycznia 2013
Nowy Rok rozpoczęłam pogrzebem ciotecznego brata w mieście Łodzi. Śnieg z deszczem, cmentarz Doły na ulicy Smutnej, grająca trąbka, atmosfera, jak z "Ziemi Obiecanej". Do dziś nie mogę się otrząsnąć z widoku panów w pelerynach i melonikach niosących trumnę. Duża rzecz. 
Od doła na Dołach uratowało mnie Moje Dziecko i jej poczucie humoru, bo słuchając bredzącego księdza wybuchała co chwilę śmiechem i celnie komentowała jego kolejne wpadki. No i wino reńskie podawane na stypie. 
Ale ogólnie nie polecam. 

Grypa prawie mi minęła, pozostała tylko częściowa utrata słuchu w jednym uchu, pani laryngolog mówi, że to minie. Pseudoefedryny nie wezmę już nigdy w życiu, umiem nie spać 2 doby własnym przemysłem.
W pracy projekt się toczy i wygląda to tak, że powinnam pilnować wszystkich i wszystkiego, nawet nie muszę podnosić głosu. Zdaje się, że wyraz twarzy sam układa mi się w zacięty ryj mordercy. Czy jakoś tak. Bycie kompetentną zimną suką mode on.

Moja sopocka przyjaciółka urodziła trzeciego syna. Tuż przed świętami, dopiero parę dni temu udało jej się wyjść ze szpitala. W sumie, to nie było takie złe, bo w domu zostawiła jednego 16 latka w gipsie od kostki do pachwiny, jednego 3 latka z gilem do pasa i jednego naczelnika w ferworze. Teść zdaje się zarządzał tym wesołym obozem, jakoś się nie pozabijali. Źle mi z tym, że nie mogę pojechać i jej pomóc, ech.
I ogólnie melancholijna jestem, pusta w środku.

Dziecko moje Ukochane wybierało rozszerzenia. Swoją drogą pomysł, że 16 latek ma nie tylko wiedzieć z czego będzie zdawał maturę, ale ogólnie, co chce w życiu robić, jest chore. 
No ale, więc Gwiazda wybrała rozszerzenia. Matematykę i informatykę. Pani od polskiego i panu od filozofii(jedyna 6 z filozofii w szkole, najlepsze prace z literatury) argumentowała to tym, że pisać eseje to ona już umie, a matematyki i informatyki chciałaby się pouczyć. Jestem z niej dumna, jak świnia w trampkach. Być może nie wie, czego chce w życiu, ale wydaje się wiedzieć, że nie lubi nudy.
13:55, margot1976
Link Komentarze (1) »
środa, 19 grudnia 2012
Mam grypę. Testy E2E z megawkurwionym klientem. W którym główny deweloper właśnie poszedł rodzić. 3 tygodnie przed terminem. Testy idą źle raczej i raczej nie z naszej winy, ale żeby to obronić musiałabym być na miejscu. Nie da się.
Sił starczyło mi na dojście do sklepu na dół. I na pisanie dokumentacji z przerwami na sen. Na leżąco, rzecz jasna.
Jest mi świątecznie, jak jasna cholera. 
Co nie zwalnia mnie z obowiązków.  
21:53, margot1976
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100