RSS
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Od dwóch dni celebruję swoje święto. Promienieję, uśmiecham się, zachwycam prezentami i różnymi wyrazami oraz podejmuję gości. Jest mi przyjemnie, radośnie i diametralnie inaczej, niż przez ostatnie dwa tygodnie, kiedy to egzystowałam w stanie permanentnego wkurwienia, zmęczenia, wyeskalowanej wściekłości, braku kontaktu z rzeczywistością i nienawiści do dzwoniącego telefonu. Odmiana jest tak duża, że jeszcze nie przywykłam, tkwię w przyjemnej bańce mydlanej i się napawam. Nie wiem, jak długo to potrwa, ale jest życiodajne.
Wino pite dla przyjemności smakuje zupełnie inaczej, niż to samo wino pite celem znieczulenia. Zaprawdę powiadam Wam. Oraz nie pieczcie dzieci ciasta, kiedy jesteście wkurzeni, bo wyjdzie Wam zakalec, co nie poprawi Wam nadwyrężonego humoru. A tort najlepiej jest wtedy kupić w dobrej cukierni.
Lubię mieć swoje święta. Lubię celebrę, prezenty, zgadywanie życzeń, podejmowanie gości i niezobowiązujące rozmowy przy stole. Mogłabym tak poświętować jeszcze przez parę tygodni, gdyby nie fakt, że rzeczywistość za chwilę zaskrzeczy.
Są ferie, muszę dziecku coś zorganizować, bo raczej o wspólnym tygodniu gdziekolwiek nie ma co marzyć przed lutym. A w lutym ona będzie miała swoje święto i możemy się nie wyrobić.
Na razi ejednak staram się o tym nie myśleć, a z okazji własnego święta życzę sobie, żeby mi w tym roku było wyjątkowo dobrze. Bo dlaczego nie?  
17:58, margot1976
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 stycznia 2012
Rok się zmienił, co dla mnie oznacza tylko kłopot z pisaniem daty. Reszty zmian nie zauważyłam. Pierdolnik jak był, tak jest. Wdrożenia jak były, tak są. Zmęczenie tylko większe i większe. Zbliżam się do kresu wytrzymałości. Znaczy, moje ciało już o tym wie, umysł jeszcze próbuje podstkakiwać.
W kinie byłam. Nowy Holmes bdb. W kolejności czekają: Kot w butach i Dziewczyna z tatuażem. No i Muppety jako wspomnienie z dzieciństwa. Kocham Kermita Żabę, co ja poradzę. 
Maniacko przyrządzam zupy- kremy- z okazji otrzymania na Gwiazdkę fantastycznego blendera. Była już dyniowa, marchwiowo-pomarańczowa, czeka brokułowa i porowa i może krem z buraczków? Z rozrywek to tyle chyba. A, jeszcze kupiłam buty, Gwiazda twierdzi, że wygladam w nich, jak rebel. I fantastycznie, nastrój mam mało zwiewny. 
Co do życzeń noworocznych, to zdrowia życzę. Wam i sobie.
12:22, margot1976
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 grudnia 2011

Mam ochotę wywiesić plakat, na którym napiszę Świecie, pierdolę Cię, ale nie mam czasu, żeby go wyprodukować. Próbuję nadążyć z tym wszystkim, co dookoła i jakoś się nie wyrabiam na zakrętach.

Niby na święta w tym roku idę jako gość- do własnego rodzinnego domu, ale tak się jakoś dziwnie składa, że większość żarcia, które tam będzie, jakoś ukradkiem robię ja. Względnie Ojciec. Bo Państwo Młodzi są nadzwyczaj zapracowani, zresztą ich kuchnia pozostawia wiele do życzenia, a tak ogólnie, to oni kupiliby wieś, tylko pieniądze mają gdzieś. Także ten, upiekłam pierniki, keksy, zrobiłam ćwikłę i kapustę z fasolą. Przede mną jeszcze karp w galarecie, makowiec, sernik i nie wiem, co jeszcze, może barszcz na przykład. Pierogi zrobiła sąsiadka, za co niech jej będą dzięki. Ojciec pokonał śledzie. No, do świąt jeszcze parę nocy, więc może coś zrobię. Albo i nie, bo w pracy piekło i to nie wiem, który krąg. Testy, wdrożenia, coś się pierdoli, wszystko się pierdoli i musimy zdążyć na czas. A czas już minął, jakby, co naginamy właśnie czasoprzestrzeń, za diabła nie wiem, co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny Trójkąt Bermudzki. Dniówki, zatem są w ogniu, a wieczory przy piekarniku. Albo też dla odmiany, z nosem w dokumentacji. Nie sięgam myślą dalej, niż do następnego wieczoru, dni tygodnia oczywiście odróżniam poniedziałek i resztę.

Gwiazda tradycyjnie rozpoczęła już obchody świąt, to jest zapadła na zapalenie oskrzeli. I gardła. Więc przynajmniej jedna świąteczna tradycja na swoim miejscu. Zanim zapadła, to zdążyła jeszcze zdać jakieś testy i teściki i od września może uczęszczać do liceum z międzynarodową maturą. Bardzo się cieszę, choć oczywiście nie jest to wybór ostateczny, bo jeszcze w planach Bednarska i Cervantes. Klasa hiszpańskojęzyczna. Ona jest cudowna, im dziwniej, tym ciekawiej. No, ale jeśli wybierze IB, to oczywiście będę jej kibicować. I uiszczać, co trzeba, bo to jest droga impreza, droższa niż gimnazjum. Najwyżej na najbliższe 3 lata przejdę na dietę złożoną z chleba i kawy.

Pojechałam na chwilę do Baśka, do Niedzicy, jak zwykle, Basiek cudowny, góry majestatyczne i uspokajające, placki ziemniaczane w Zakopanym przepyszne, choć samo miasto do zaorania. Przynajmniej w większości…

Życie towarzyskie prowadzę bardzo bujne, to znaczy rozmawiam czasem z kolegami z pracy, a czasem rozmawiam też z wkurwionymi na mnie lub na innych, przedstawicielami klienta. Taki telefon zaufania prowadzę.  I nawet prezentu gwiazdkowego jeszcze sobie nie kupiłam. Czy mogę przespać to wszystko i obudzić się w przyszłym roku?

20:33, margot1976
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 listopada 2011
Jest tak dobrze, że bez wspomagania nie daję rady. Ostatnich kilka dni to stres jak migrenowy ból głowy. Stały, nieprzemijający i nie do zniesienia. Bez wspomagania już nie daję rady. Tyle, że w miarę trzeźwy umysł jest mi niezbędnie potrzebny. Tyle, że bez znieczulenia mam ochotę uciec z krzykiem gdziekolwiek. Niech to się już uspokoi.
Nie, nikt nie jest chory (jeszcze), choć jak sądzę, miła samotnia w Tworkach w obecnej sytuacji nie byłaby taka zła.
Jest za to tak, że mamy chorego- w przenośni, pamiętać należy w jakiej branży robię, nie terminalnie, ale do życia to słabo. Na co choruje, nie wiemy. Po licznych badaniach wiemy, że chorób jest więcej, niż jedna, ale im bardziej go leczymy, tym więcej nowych schorzeń znajdujemy. Najważniejszy objaw wciąż pozostaje  i pacjent w dalszym ciągu nie ma się najlepiej. A jutro jego Ojciec Chrzestny prawdopodobnie nas rozstrzela za brak postępów i nieudolność. Także ten, ja się jeszcze napiję, a Państwu dobranoc.
20:25, margot1976
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 listopada 2011
Wszyscy wyjechali na święto, to i ja wyjechałam. Spakowałam lapka, parę szmatek, kosmetyków, książkę, ujęłam w dłoń nowonabytą smycz Leona, wsiadłam w autobus 190 i pojechałam do Ojca. Daleko nie miałam. Wyboru też jakby nie. Gdyż albowiem u Ojca przypadkiem zdiagnozowano zapalenie płuc. Tja. Znacie to uczucie? Bo ja owszem. I nie, nie lubię go ani trochę. Zwłaszcza, że sama jestem zdrowa inaczej.
Gwiazda została posłana do wód, to jest na wieś, gdyż w ciągu ostatnich 3 tygodni spędziła w swojej ukochanej szkole 3 dni. Zapalenie oskrzeli, gardła oraz rota. Czarownie, prawda? Pod tramwaj można zatem włożyć bajki, że dzieci z chorowania wyrastają. Może niektóre owszem, astmatycy w dużym mieście NIE. Mam nadzieję, że te parę dni na wsi coś zdziała, bo mnie już ręce opadają. Kolejnego antybiotyku może nie znieść Gwiezdny żołądek. I tylko pies ma się świetnie.
Święto zaś jak co roku od 3 lat to głównie trzymanie fasonu i skupianie się na tym, co zrobić jeszcze można. Wymieść liście, ustawić kwiaty, zapalić znicze i się za nic na świecie nie rozpłakać. Oczywiście, że daję radę, to jest jak rusztowanie, nawet nie zbroja, sama nie wiem, czy potrafiłabym inaczej, chociaż bardzo bym chciała przynajmniej raz sobie pozwolić na smutek. Tylko że... Właśnie. 
Zaproszony na obiad Wuj przyniósł wiśniówkę, bardzo dobrą, tyle że do obiadu nie pasowała, w związku z tym, Ojciec pierwszy raz w życiu wygłosił do mnie kwestię: Córcia, skocz po wino. Skoczyłam, czemu nie. Losowo nabyty cabernet okazał się wielce smaczny, zwłaszcza po 3 kieliszku pitym przeze mnie pod sałatkę z czerwonej kapusty. Też dobrą, sama ją wykonałam, tymi ręcami.

Co do całej reszty... Możnaby mówić długo, a można też nie mówić nic. Chwilowo wybieram bramkę numer 2. 
I mam tylko prośbę o jakiś parytet rozumu w naszej branży. Bo mnie głupota i bezmyślność samców alfa przeraża.

Na osłodę piosenka o Szarej Mendzie. Tytuł ma zupełnie inny, ale u nas funkcjonuje pod takim, nie bez powodu:
15:29, margot1976
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 95